szablon: Ylka dla: Linkup

księga

2007
kwiecień
2006
wrzesień
sierpień
maj
luty
styczeń
2005
listopad
październik
wrzesień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty

Moje opowiadania
David
Avril
Vea Snape

Strony

Blogi innych
Fikuś
Asia
Miśka
Paweł
Karola
Siostra
Doma

Portale
Białystok On-line
Epuls
Interia
Onet
Wirtualna Polska



Powrót

Czyżbym zamierzała po długiej nieobecności powrócić? Nie wiem, możliwe. Wiem natomiast, że narozrabiałam i muszę gdzieś się wygadać aby poczuć ulgę. Po części zaczynało mi brakować tego mojego, zwykłego normalnego bloga. Nikt go prawie i tak nie czyta, nikt nie tęsknił. Wcale mnie to nie dziwi, ani też nie jest mi przykro, bo ten blog jest tylko dla mnie. Zarazem tak naprawdę możecie poznać, co myślę, jak się czuję. Za 5 dni mam urodziny, a dzień przed czyli 26 kwietnia mam wywiadówkę. Mam już teraz zwalony humor, jak pomyślę, ze na urodziny mieć wojnę domową. A jeszcze we wtorek i środę egzaminy, to już w ogóle beznadziejny tydzień. Wczoraj zrobiła głupotę, zawiodłam zaufanie osoby, która jest mi bardzo droga. Dobrze, że ona mi wybaczyła i dała kolejną szanse. To aż dziwne, że osoba, której na oczy nie widziałam jest mi bardziej droższa od moich kumpelek. Szkoda, ze nikt mi nie ułatwia życia. Wszyscy coś ode mnie chcą, a ja nie dam rady, a też nie chce mi się spełniać tego. Tym samym wszystkich zawodzę, a nie czuję się z tym dobrze. Jestem dziwna, pewnie mi wiele osób powie. Wiem o tym, sama nie wiem czego chce.

a-kn-a 2007-04-22 16:13:56
skomentuj (2)

Dwie połowy jednej osobowości

Zastanawiam się dlaczego nie potrafię dotrzeć do mojej klasy? Czuję się strasznie od niej odsunięta, nie potrafię się z nimi dogadać. Pewnie jak zwykle to moja wina, w pierwszej klasie gdy wszyscy się zaprzyjaźniali, ja żyłam jeszcze życiem z podstawówki, bałam się otworzyć na nowych ludzi. Teraz tego żałuje, bo tak naprawdę nie mam do kogo buzi otworzyć, pogadać. Nigdy nie byłam nieśmiała, może się teraz stałam, ale raczej to nie to. Nadal potrafię pierwsza zagadać, ale owładną mną strasz przed otworzeniem się. Nie chcę być zraniona przez osobę, którą będę traktować jak przyjaciółkę. Wydaje mi się, że to jeszcze nie to, tak naprawdę chodzi o to jaka jestem i jak się zachowuję. Pewnie chodzę wiecznie skulona, nieuśmiechnięta, chowam się w bibliotece. Jak rozmawiam i chcę kogoś przedrzeźniać to tak naprawdę ośmieszam siebie. Często brakuje mi pewności siebie, nie potrafię tak w 100% postawić na swoim, zawsze mam jakieś wątpliwości. Lubię z ludźmi rozmawiać, ale gdy wykazują zainteresowanie. Często mam wrażenie, iż rozmowa ze mną ich nudzi, jestem po prostu nieciekawa, bezbarwna, bez własnego stylu. Może powinnam myśleć o sobie bardziej pozytywnie, nie potrafię tego robić... Czuję się rozdarta na połowę, jedna część mnie chce być koleżeńska, uśmiechnięta, pełna radości wieczna optymistka, a druga zamknięta w sobie marzycielka, że kiedyś będzie inaczej, chowająca się w świat fantazji, niechcąca mieć nic wspólnego z rzeczywistym światem. Taką ja siebie sama widzę, nie wiem i pewnie nigdy się nie dowiem, jak widzą mnie inni. Ludzie bowiem boją się mówić prawdę prosto w oczy, a ja się boję ją przyjąć jeśli jest pozytywna.

a-kn-a 2006-09-05 23:02:19
skomentuj (2)

Trochę o mnie

Miałam napisać notkę o obozie, ale nie potrafiłam się do niej zabrać. Dzisiaj czuje, że muszę wylać, gdzieś to co się we mnie kłębi. Otóż spotkałam się dzisiaj z kolegą, zabrałam tez z sobą koleżanki i wyszła masakra. Nie będę pisać co takiego było, bo nie o to chodzi. W każdym razie czuję się teraz zażenowana i zdołowana. Mam wrażenie, że nikt mi nie potrafi pomóc, nie mogę się na niczym skupić. Zastanawiam się co sie ze mną stało, często mam wrażenie, ze nie jestem taka jak dawniej. Ja jednak bardzo bym chciała taka być, nie brać wszystkiego do siebie, być radosna, pełna entuzjazmu. Za to jestem spokojna, opanowana, nie potrafię normalnie rozmawiać i żartować z nowo poznanymi ludźmi. Za bardzo się przejmuje tym co sobie o mnie pomyślą, mam wrażanie, że gadam bez sensu i wszystkich to nudzi. Wiem, że powinnam to zmienić, ale ja nie potrafię się zmieniać. Wszystko przez takiego osobnika o nazwie leń, którego nie potrafię się pozbyć. Podsumowując jestem dziwna, nawet większość ludzi nie wie jak bardzo. Nawet moi najbliżsi, jestem bardziej skryta niż ktokolwiek mógłby pomyśleć.

a-kn-a 2006-08-16 23:06:28
skomentuj (1)

Przyjaźń i nienawiść

Witam i przepraszam za to, że od tak długie czasu nie było notek. Postanowiłam coś napisać, po dzisiejszych wydarzeniach. Otóż spotkałam się z koleżanką, której za bardzo nie lubię. Nie miałam z nią kontaktu przez dłuższy czas, bo ona poszła do innego PG. Zastanowiła mnie sprawa przyjaźni i nienawiści. W Wikipedii znalazłam takie wyjaśnienia tych dwóch pojęć:
Nienawiść to bardzo silne uczucie niechęci wobec kogoś lub czegoś, połączone z pragnieniem by obiekt nienawiści spotkało coś złego. Nienawiść bywa przeciwstawiana miłości i opisywana jako męczące uczucie, następujące w wyniku bólu związanego z uczuciem zranienia i oszukania. Często powstaje z krzywdy zadanej przez innego człowieka. Nienawiść przybiera czasem postać obsesyjną: chęć zemsty jest tak silna, iż osoba nią zawładnięta nie jest w stanie przestać o niej myśleć; wówczas nienawiść jest głównym motywem jej działań i bardzo silnym bodźcem wpływającym na percepcję rzeczywistości.
Przyjaźń to relacja międzyludzka obejmująca zespół takich wartości jak wzajemna znajomość, lojalność, pomoc, afekt. Przyjaciele lubią siebie nawzajem i potrafią się dla siebie poświęcić. Dzielą się swymi radościami i smutkami. Ufają sobie wzajemnie. Spędzają ze sobą dużo czasu, w dzisiejszych czasach często przez internet. Przyjaźń to wyjątkowa relacja międzyludzka, o którą trzeba dbać. Zaniedbywanie przyjaciół wiążę się z konsekwencją bycia w przyszłości samotnym. Prawdziwe przyjaźnie trwają przez długi czas i nie można nazwać kogoś tym określeniem po dwóch miesiącach znajomości. Niestety przyjaźń bywa również straszna bo gdy ktoś zawiedzie się na swoim najlepszym przyjacielu może mieć zrazę do relacji tego typu do końca życia.
Czy to normalne, żeby osobę, które się nienawidziły nagle zaczęły spędzać z sobą dużo czasu? W pewnym sensie tak, czyż ludzie się nie zmieniają? Nie mamy chyba do nich pełnego zaufania i cały czas zastanawiamy się czy to wszystko jest szczere. To jest wg mnie normalna reakcja ludzka. Nikt chyba nie chce zostać skrzywdzony, czuć ból, zostać oszukanym. Ja na pewno nie chcę i często podchodzę do wielu rzeczy sceptycznie, do przyjaźni też.

a-kn-a 2006-05-05 22:21:06
skomentuj (4)

Moje opowiadanie

Romansidło Walentynkowe
To opowiadanie dedykowane jest wszystkim Łukaszom i Pawłom, którzy mieli wpływ na moje życie, a także Fikusiowi- mojej kochanej becie i przyjaciółce.

Często czuła na sobie jego spojrzenie, wiedziała, że mu się bardzo podoba. Jej uczucia do niego były mieszane, raz pałała miłością, kiedy indziej nienawidziła z całego serca. Denerwował ją swoim zachowaniem. Cały czas pilnowała się, aby nikomu, a w szczególności jemu nie pokazać, co do niego czuje. Tego dnia zakochanych jej siła woli była wystawiona na najcięższą próbę. Miotało nią niezdecydowanie - wysłać czy nie wysłać mu Walentynkę. Z rozmyślań wyrwała ją przyjaciółka.
- Leośka, co z tobą dzisiaj? Tak się zapatrzyłaś na te tandetne dekoracje. Powinni zabronić wieszania serduszek, nawet jeżeli dzisiaj są Walentynki. Mdli mnie na widok tego wszystkiego, sama przecież też tego nie lubisz.
- Taaa, znasz mnie lepiej niż ktokolwiek inny - uśmiechnęła się blado Leokadia.
- „Jeżeli ty mnie tak dobrze znasz, to ja mieszkam na księżycu. Czemu ja się z tobą zadaje? Co się ze mną dzieje?! Nie potrafię Ci powiedzieć, co się dzieje teraz w mojej duszy. Nie zrozumiesz tego, jestem pewna tak samo, jak tego, że będę dzisiaj miała kartkówkę z Angola.” - dodała w myślach.
Doszły do szarego budynku, będącego od roku ich szkołą. Budynek był bardzo duży, miał wiele sal i był bardzo dobrze wyposażony. Szkoła należała do najlepszych w województwie. Plusem było to, że nie zajmowała się organizowaniem bzdurnego Dnia Zakochanych, skupiała się przede wszystkim na nauce. Dziewczynom to pasowało, obie, w każdym razie do niedawna, uważały to za dużą zaletę tej szkoły. Mimo wszystko, w tej instytucji także pojawiły się lalki barbie, które zaczęły się rozmnażać.
- Jak myślisz Elwira, dostaniesz walentynki? - zapytała Leo, mając nadzieję, że usłyszy odpowiedź twierdzącą.
- Nie mam pojęcia, nawet jeśli tak, to mnie to nie obchodzi. Coś się stało? Ostatnio zaczęłaś się dziwnie zachowywać.
Dziewczyna spuściła wzrok w ziemię; weszły do szkoły kierując się w stronę szatni. Siedziały już tam lalki barbie, których było dużo w ich klasie. Umalowane dziewczyny przytulały się do chłopaków. Leośka poczuła ukłucie w sercu, na widok przytulającej się Agaty do jej Łukasza.
- „Cholera! Zaczęłam myśleć o nim jakby był mój. To jest chore, muszę o nim zapomnieć. Jesteśmy z dwóch różnych światów, jesteśmy jak ogień i woda.”
Sam chłopak odsunął od siebie Agatę, na widok wchodzącej Leo. Jego paczka wiedziała, że zadurzył się w tej dziewczynie. Leokadia uczyła się średnio, miała w sobie coś, co go w niej pociągało. Nie trzymała się daleko od chłopaków, ale było widać, że traktuje ich tylko jak kumpli. Do niego pałała czystą nienawiścią, nawet nie wiedział tak naprawdę dlaczego. Dziewczyny przebrały się, zarzuciły na ramiona plecaki i wyszły z szatni. Pierwszą lekcją był WOS, na którym było mówione o Walentynkach - o ich złym wpływie na społeczeństwo. Leo uważała tak samo, niestety lalki barbie miały inne zdanie. Na lekcji powstała dyskusja, w której czynny udział brała Elwira. Rzadko się zdarzało, aby nie odzywała się w dyskusji. Uwielbiała przekomarzać się z Agata i jej przyjaciółeczkami. Leokadia siedziała cicho, miała własne problemy. Przez cały dzień była przybita, cały czas nie wiedziała co ma ze sobą robić.
- „Uspokój się, to tylko jeden dzień, jutro wszystko wróci do normy. Znowu będziesz mogła spokojnie rozmawiać, bez unikania Jego. Mam ochotę zapaść się pod ziemię, czuję strach przed tym, że ktoś załapie, co się ze mną dzieje.”
Dzień mijał powoli, dla dziewczyny wskazówki zegara wlokły się jak nigdy. Wszyscy jej znajomi martwili się o nią, to nie było do niej podobne. Zwykle była roześmianą, pełną energii dziewczyną. Wreszcie nadszedł upragniony dzwonek, kończący cały długi dzień.
- Wracamy tak jak zawsze razem? - zapytała Leo.
- Eee.... yyy… Przepraszam Cię, ale ja się dzisiaj umówiłam z Markiem. Chyba się na mnie nie gniewasz? - Elwira miała niepewną minę, bała się trochę reakcji przyjaciółki.
- No coś ty! Leć na randkę z Markiem. Przecież nie jestem bezdusznym potworem. Uśmiechnij się, nie jestem kwasem siarkowym i cię nie rozpuszczę - zaczęła się śmiać.
- „Jak zwykle ty masz Marka, a ja nie mam nikogo. Ostatnio to się staje rutyną, że nie wracasz ze mną po szkole. Może to i dzisiaj dobrze, nie jestem w nastroju do wysłuchiwania zarzutów. Wątpię, abyś mi ich darowała po dzisiejszym dniu, ignorowania ciebie i całej reszty.”
Elwira ubrała się szybko i wybiegła, bo miała mało czasu do spotkania. Leo powoli, spokojnie ubierała się, a kątem oka rejestrowała jak Agata przymila się do Łukasza. Ten dzisiaj też był jakiś dziwny, spokojny, nie zarywał dziewczyn. Leo poczuła ukłucie w sercu, gdy Agata pocałowała Łukasza w usta, nie zauważyła jednak, że on nie zareagował na to. Zignorował to, Agata wyszła zła, powoli szatnia opustoszała. Została tylko Leo z Łukaszem, chłopak wcześniej ustalił z kumplami, że zostanie. Chciał chodź raz porozmawiać z Leokadią, bez nikogo, kto by mu przerywał. Dziewczyna wstała, zarzuciła plecak na prawe ramię, chciała wyjść z szatni. Wyjście zagradzał Łukasz, nie chcąc ją przepuścić.
- Możesz się ruszyć? Chcę wyjść, jakbyś nie załapał - syknęła udając złą.
- Możemy pogadać? - wypalił chłopak, nie zwracając na jej wcześniejszą uwagę.
Dziewczyna pierwszy raz spojrzała prosto w jego szare oczy, które wyrażały ogromną prośbę. Zauważyła też lęk, nadzieje i ogromny humor. Nie potrafiła mu się postawić, nie potrafiła odpowiedzieć „Nie”.
- Dobra, ale... chyba nie tutaj.
- Nie oczywiście, że nie tutaj. Możesz się przejść, czy musisz wracać od razu do domu? - spytał się jednym tchem, w jego oczach rozbłysła radość.
- Mogę się przejść, tylko... y..y.. nie wiem o czym chcesz rozmawiać, raczej nie mamy o czym - stwierdziła, w myślach ochrzaniając się samą siebie; serce zaczęło jej szybciej bić.
- Zobaczysz - uśmiechnął się zawadiacko, biorąc ją pod rękę i wyprowadzając ze szkoły.
- „Czy ja umarłam i znalazłam się w niebie? Co prawda szybciej trafiłabym do piekła, ale zawsze można pomarzyć. Czuję się jak w najpiękniejszym śnie, pewnie zaraz się obudzę, albo on powie, że tylko żartował. Przecież, to nie jest normalne, aby chciał rozmawiać z takim zerem. Nikim więcej nie jestem, tylko samym zerem.”
Łukasz miał bardzo podobne myśli do dziewczyny, no może miał tylko więcej pewności siebie. Przecież mógł mieć każdą dziewczynę i nigdy nie miał kłopotów z rozmawianiem z płcią piękną. Teraz gdy rozmawiał z Leośką czuł, że wychodzi to jakoś sztucznie, a teraz tym bardziej chciał zrobić dobre wrażenie. Zabrał dziewczynę do parku, niedaleko jej domu, przy –20o nie będzie nikogo. Przez drogę do parku nie odzywali się do siebie, każdy pogrążony we własnych myślach.
- Masz ciężki plecak? Jak chcesz to mogę Ci go ponieś - przerwał ciszę Łukasz, gdy byli na miejscu.
- Poradzę sobie, nie musisz się o mnie martwić. O czym chciałeś pogadać?
- „Czy ja musze być taka oschła?! Serce wali mi, jakby miało wyskoczyć z piersi. Zachowuje się jak idiotka, nie potrafię z nim rozmawiać, jak z kumplem. Nie chcę, aby był moim kumplem! Ja chcę czegoś więcej... gdybym potrafiła jeszcze to powiedzieć otwarcie.”
- Ja chciałem... chciałem, wiedzieć... dlaczegotymnienielbisz - zapytał na jednym wydechu.
- Słucham?- Leokadia zrobiła zdziwioną minę, nie bardzo zrozumiała z tego co powiedział.
Wciągnął głęboko powietrze, powoli wypuszczając, nigdy nie był tak skrępowany, jak teraz. Musiał wykorzystać szansę, która możliwe nie zdarzy mu się nigdy więcej.
-Czemu mnie nienawidzisz?- spytał już nieco spokojniejszym głosem.
To pytanie zbiło ją z nóg, musiała usiąść na ławce. Czuła jak jej serce powoli rozpada się na kawałki.
- „Ciągnął mnie tu tylko po to? Nie mógł mnie o to zapytać w szkole?! Jaka ja jestem głupia! Mam za dużą wyobraźnię i już miałam dzieje, że wyzna mi miłość. Jaką ja jestem idiotką, to pewne, że mu na mnie nie zależy.”
- To nieprawda, że Cię nienawidzę - powiedziała po dłuższej chwili, zatrzymując się, jakby dobierała słowa.
- To jak inaczej tłumaczyć twoje podejście do mnie, nawet nie wiem co Ci zrobiłem - powiedział z lekkim wyrzutem w głosie
Leosia spuściła wzrok w ziemię, czuła jak nie pozostaje jej nic. Bała się jednak powiedzieć całą prawdę.
- Może nic mi nie zrobiłeś, ale irytuje mnie twoje podejście do dziewczyn! Nie przeszkadza Ci to, że łamiesz komuś serce! Co chwile całujesz się z kimś innym! To obrzydliwe i podłe! - zadarła głowę do góry, patrząc mu prosto w oczy.
Jej oczy iskrzyły, teraz w jej spojrzeniu można było czytać jak w książce. Chłopak zauważył gniew, ale też rozpacz. Te ostatnie sprawiło, że pochylił się nad jej twarzą. Jej usta były bardzo pociągające, lekko je pocałował, a nie widząc oporów całował dziewczynę coraz namiętniej.
- „Jestem we śnie, ale nie chce się z niego obudzić. Proszę niech to nie będzie sen! Niech nie przestanie, czuje jak się powoli roztapiam. Czuje, jak moje serce wraca w całości na swoje miejsce. Będę przez niego bardzo cierpieć, ale mogę oddać 10 lat cierpienia za tą jedną chwilę.”
Po chwili przestał, nie czuł czegoś takiego nigdy wcześniej. Całował wiele dziewczyn, ale nie było takich iskier, jak teraz. Uśmiechnął się blado, popatrzył na Leośkę, miała kamienna twarz. Tylko te jej brązowe oczy wyrażały pełną gamę uczuć.
Nagle dziewczyna szybko się zerwała, złapała plecak, który sunął się z jej ramienia. Odepchnęła go, szybko nawet na niego nie patrząc, skierowała się w stronę swojego domu. Na policzkach poczuła piekące łzy, płakała, ale sama nie wiedziała, czy to ze szczęścia czy ze strachu. Chłopak stał oniemiały, pierwszy raz spotkał się z taką reakcją. Ocknął się gdy Leokadia odeszła już kawałek. Podbiegł do niej, złapał ją za ramię i obrócił ku sobie.
- „Nie chcę, aby widział moje łzy, nie chcę go znać! Czemu muszę tak cierpieć? Odebrał mi teraz coś co, było tylko marzeniem. Lepiej by było gdyby pozostało tylko marzeniem. Nie nauczę się funkcjonować normalnie obok niego.”
- Co się stało? - spytał się zmartwiony.
- Puść mnie! Nie mam ochoty Cię znać! Nie teraz, kiedy odebrałeś mi wszystkie marzenia, a jutro pewnie będziesz całował kogoś innego!
Wyrwała się, poprawiła kurtkę, bardzo szybko zaczęła iść. Serce ją bolało, wiedziała, że będzie tak najlepiej. Chowała głowę w piasek, najczęściej tak robiła.
- Kocham Cię- usłyszała ciche słowa. Zatrzymała się, powoli odwróciła się w jego stronę.
- Żartujesz sobie? Tak Cię bawi igranie z czyimiś uczuciami?! - wrzasnęła - Po co mi to mówisz, przecież ja ciebie nie kocham!
Miała spuszczony wzrok, czuła, że siebie nienawidzi za te słowa. Miała wrażenie, jakby wzrosła w ziemię, całe jej ciało było z ołowiu. Łukasz podszedł do niej, podniósł jej głowę do góry. Jej oczy były pełne łez, wierzchem dłoni starł z jej policzka łzę. Przyciągnął ją do siebie, mocno tuląc. Nie wyrywała się, objęła go lekko.
- Kocham Cię i nie zamierzam igrać z Twoimi uczuciami. Uwierz mi, proszę.
Dziewczyna uwierzyła, skończyło to jak się każdy domyśla - zaczęli ze sobą chodzić. Obiecuje, że kiedyś Leosia jeszcze wróci, jeżeli ją polubiliście.

a-kn-a 2006-02-18 19:50:09
skomentuj (5)

Nietolerancja

Czemu świat jest taki brutalny? Czemu tak dużo osób nie potrafi, albo nie chce być tolerancyjnym? Takich ludzi przydałoby się wysłać na leczenie. To nienormalne aby kogoś gnębić za wygląd, wierzenia, rasę czy za sam sposób ubierania. Niestety teraz w szkołach często są przypadki takich zachowań. Nauczyciele próbują interweniować, ale co poradzą jak my się teraz rodziców nie boimy, kary nas nie zastraszają. Teraz tak naprawdę nie ma sposobu na młodzież. Mimo wszystko czy to tylko wina samej młodzieży? Czy po części nie są winni rodzice, którzy sami może tego uczą, albo wierzą ślepo, że to nie o ich dzieci chodzi? Sama musze znosić w szkole takie gnębienie, może nie aż takie bardzo jakie potrafi być, ale wystarczająco poniża. Było tak w podstawówce i pomimo, że się zmieniłam, nie mam styczności z tymi ludzi poprzedniej klasy, to i tak to nadal trwa. Cieszę się, że moja klasa teraz jest fajniejsza i wg mnie tolerancyjna. Nawet jeżeli z kogoś się śmieją to robią to nie przy tej osobie, albo raczej nie tak boleśnie. Zastanawiam się dlaczego niektórzy tak kogoś gnębią. Co ta osoba mu zrobiła? Czym zawiniła, jeżeli się do nich nie odzywa i prawie ich nie zna. Dlaczego? Czy ktoś może mi odpowiedzieć? Ja raczej chyba nigdy tego nie zrozumiem...
Ten tekst dedykowany jest całej mojej klasie i mojemu kochanemu Fikusiowi.

a-kn-a 2006-01-20 13:01:12
skomentuj (3)

Moje przemyślenia

Dzisiaj na blogu mojej dobrej koleżanki przeczytałam jej wspaniałe opowiadanie. Chcę zamieścić kilka cytatów, mam nadzieję, że Fikuś się nie pogniewa...
„[...]Wiosenne słońce łaskotało żółtymi promieniami wszystko i wszystkich, których mogło tylko dosięgnąć. Trawa przy idealnych domkach sąsiadów szumiała delikatnie i porażała swoją soczystą zielenią. Idealni mieszkańcy idealnego osiedla wsiadali do swoich idealnie wypucowanych samochodów i z idealną prędkością ruszali do idealnych prac, gdzie idealnie co miesiąc dostawali idealnie wysoką pensję. Dziwiło mnie tylko to, że mieli tak nieidealne dzieci, które często widywałam przy ulicznych śmietnikach z papierosami w ustach.
Westchnęłam cicho i drepcząc zaczęłam wesoło pogwizdywać.
- Udajesz ptaszka? Ale one jeszcze machają skrzydełkami, zobacz, o tak - jakieś małe dziecko stanęło przy mnie i zaczęło machać chaotycznie rękoma i nieudolnie gwizdać.
Przechodzący ludzie patrzyli się na niego ze zdziwieniem; przy nich wyglądał tak… nieidealnie.
- Widzisz? - chłopiec wyglądał na dziecko chore na downa; nadal usilnie udawał ptaka.
- Wiem jak wygląda ptaszek - odpowiedziałam unosząc jedną brew nieco wyżej.
- No to po co ja ci pokazywałem? - zapytał i rozpłakał się.
- Hej, dlaczego płaczesz? No nie becz. Przecież nic się nie stało, właściwie to już zapomniałam jak „robią” ptaszki - starałam się uspokoić malca, bo ludzie z coraz większym oburzeniem zerkali na nas.
Dziecko wyszczerzyło wesoło zęby”
Wszystko co chcemy robić musi być idealne, dążymy do celu nie zauważając niczego dookoła nas. Gdy widzimy coś nienormalnego pukamy się w czoło i ignorujemy, wyśmiewamy albo wyzywamy tę osobę. Nie pasuje nam ona, bo wyróżnia się z tłumu, nie chce być tak idealna jak my. Nie chce podporządkować się ogólnemu zarysowi i mówi stanowczo NIE! Nie ujawniamy uczuć, bojąc się, że ktoś nas za bardzo zrani, ale przecież gdyby nie to, że czujemy ból nie bylibyśmy ludźmi. Próbujemy stworzyć nie ludzi albo ludzi, którzy chcą się cieszyć tylko przyjemnościami i sukcesem zawodowym.
„[...]- Dlaczego płakałeś? - powtórzyłam pytanie.
- Bo było mi smutno, a ty nie płaczesz jak jest ci smutno? - zapytał z zainteresowaniem.
- No… nie zawsze mogę.
- Mamusia mówi, że uz… uc…
- Uczucia?
- Że uczucia trzeba zawsze okazywać - powiedział kiwając głową.
- Tak, ale… - usłyszałam odgłos nadjeżdżającego autobusu - muszę lecieć - pomachałam mu i pobiegłam w stronę przystanku.
- „Czy na pewno ludzie szaleni są nienormalni? Czy może ludzie idealni, chłodni i opanowani są szaleni. W dzisiejszych czasach jesteśmy niezdolni okazywać uczucia. Mijamy się codziennie, a nasze twarze są obojętne oraz nieczułe. Nie cieszymy się niczym. Nie… cieszymy się, owszem, ale nie z tego, z czego powinniśmy. Powinniśmy cieszyć się z życia, z codziennych spraw, ze zwykłego ptaszka. Znajdować szczęście w najdrobniejszych szczegółach. Ujawniać swoje uczucia, nie tłamsić ich w sobie, bo inaczej staniemy się takimi pseudo idealnymi ludźmi, którzy nie potrafią się szczerze uśmiechnąć. To tak naprawdę my jesteśmy szaleni, a nie ci posądzani o szaleństwo” - pomyślałam, kiedy zajęłam siedzenie w autobusie.”
Nie wiele osób uczy swoich dzieci uczuć, tak nie wiele umie je uwalniać. Zacinamy się w sobie, tłamsimy je... Może to dlatego teraz jest tak dużo wypadków, gwałtów i tego wszystkiego. Wszędzie panuje znieczulica, nikogo nie obchodzi osoba po drugiej stronie ulicy. Analizując to wszystko zauważam w sobie te wszystkie cechy, widzę jak się zamykam, uważam, że kiedyś taka nie byłam. Zostałam stłamszona przez społeczność szkolną, która mnie nie zaakceptowała. Poczułam co to ból, lęk i teraz boję się wyjść z mojej skorupy. Zamykam się w sobie, w swoim własnym świecie książek, komputera, przestaje potrzebować innych ludzi. Jestem tchórzem, który nie potrafi się temu przeciwstawić. Nie umiem już wyjść, nie mam siły na walczenie z społeczeństwem....
Przypominam dwa fragmenty zwarte w tej notce nie są mojego wykonania, a Fikusia, ja je sobie tylko pożyczyłam.

a-kn-a 2005-11-23 21:10:27
skomentuj (9)